sobota, 4 stycznia 2014

Nie ma po co mówić, nie ma po co milczeć

Blogowanie wcale mi się nie znudziło, tylko przez chwilę przestało mi się chcieć. Kilkukrotnie zaczynałam jakąś notkę, ale porzucałam ją natychmiast. Postanowiłam jednak zrobić jednego superposta ze wszystkim, co mnie przez ostatni czas zachwyciło, podzielę go jednak na trzy części - muzyka, filmy i książki, żeby uniknąć galimatiasu.

Od września jestem nauczycielką polskiego, uczę w klasach 4 i 5. Chociaż całe studia chciałam uczyć w liceum i tylko w liceum, praca w podstawówce mnie zachwyca, chociaż czasami czuję jej ciężar. Niedługo się z tego zwierzę. A teraz czas na moje tegoroczne zachwyty muzyczne.

1. Najnowszy i najbardziej niespodziewany zachwyt - Dead Man's Bones - dokładnie mój psychodeliczny klimat, z dziecięcym chórkiem, dla mnie po prostu rewelacja! Nie mogę się przestać zachwycać. A to, że Ryan Gosling jest wokalistą, to tylko smaczek.


2. Agnes Obel. Cudowna.


3. Przez dłuższy czas towarzyszy mi Rykarda Parasol. Mam takie fazy, że w ogóle nie mogę jej słuchać, by później non stop, od rana do wieczora, włączać tę samą płytę.



4. Niedawne odkrycie - Bokka. Rewelacja.


5. Nie jestem fanką całej płyty, ale bardzo lubię akurat tę piosenkę, świetna do biegania:)


6. Nie ma co ukrywać, lubię pop, a do Justina Timberlake'a po prostu, no... lubię bardzo, a bez jego "Mirrors" nie ma imprezy...

7. ... podobnie jak nie ma imprezy bez Pharella Williamsa. Nie dalej jak dzisiaj rano hasałam po kuchni jak młoda sarenka po łączce przy "Happy" - genialny numer!


8. Dawid Podsiadło i cała płyta "Comfort&Happiness" - oczarowała mnie, podobnie jak większą część Polski, naprawdę świetnie się tego słucha i w warstwie muzycznej, i tekstowej, no i ten głos...

Jutro przyjdzie moment na książki, mam nadzieję, że będę bardziej oryginalna, bo w tym poście nic specjalnie odkrywczego się nie znalazło. Ale - jak w tytule - po półrocznej przerwie stwierdzam, że blogowe milczenie ma taki sam sens, jak zabieranie głosu.