O pisarstwie Tomasza Białkowskiego słyszałam tyle dobrego, że korzystając z wolnej chwili postanowiłam skosztować. Niestety, nie mogłam zdobyć "Drzewa morwowego", ale - co mi tam - pomyślałam, sięgając po drugą część z serii - "Kłamcę". Nie od dziś wiadomo, że cykle mają to do siebie, że, fakt, części nawiązują do siebie, ale są też odrębną historią.
No niestety. Książka ta zawodzi na każdej płaszczyźnie. Językowo - jest napisana w taki sposób, jakiego ja po prostu nienawidzę i męczę się przy czytaniu okrutnie - bardzo krótkie, pojedyncze zdania. Język jest schematyczny, wręcz - banalny. No ale dobra, można to zdzierżyć, gdyby tylko temperatura fabuły pozwalała się oderwać od tych mankamentów. Ale niestety - historia wydaje mi się tak nudna i niewciągająca, jak mało co. Przede wszystkim sam bohater - Paweł Werens jest człowiekiem, który nie jest za grosz przekonujący, ciekawy, intrygujący, no nic. Nie, że się go nie lubi - on po prostu mnie kompletnie nie interesował, tak, jakby nie był głównym bohaterem powieści. Z resztą narrator oddaje co fajniejsze pomysły i kwestie innym bohaterom - policjantowi Derze i pani doktor Lenie (która, nota bene, jest tak strasznie mądra, że jest to chyba najbardziej nieautentyczna postać), którzy rozwiązują śledztwo za Pawła, on ma tylko po prostu efektownie zginąć. No, takie mam odczucia.
Fabuła jest tak strasznie schematyczna, że aż idiotyczna. Wiem, wiem - nie czytałam pierwszej części, a "Kłamca" jest kontynuacją. Ale, o zgrozo, po tej przygodzie nawet mi się nie śni, by po pierwszą część sięgnąć. Mamy tajemniczy prolog z przeszłości, makabryczne i misternie przemyślane morderstwa, zagadkę biblijną w tle, jakieś poszczególne fragmenty układanki, które zaczynają się w pewnym momencie układać w jedną całość. Tyle, że jest to powieść bardzo kiepska, której poszczególne części składowe znamy po tysiąckroć. Oprócz irytującej i wszechwiedzącej Leny, szczególnie miałki i jałowy jest czarny charakter, niejaki Camargue ( taka ksywa? seriously?) - w wieku 19 lat trafił do więzienia na lat 20, gdzie był poniżany, gwałcony, upodlany wręcz, a skąd wydostał go mistrz jakiejś tam sekciny. Oczywiście Pan-Zajebista-Ksywa jest ślepo oddany swojemu wybawcy. Czy nie znamy takiego schematu z chociażby "Aniołów i Demomów" Browna? Nie ma co ukrywać, że każdy kryminał bazuje na schematach, ale na niektóre czytelnik chce się po prostu dać nabrać, a podczas "Kłamcy" czuje się zwyczajnie nabity w butelkę.
Aha - i jeszcze tytuł. Nie bardzo go rozumiem, dlatego tłumaczę, że kłamcą jest autor i wydawca pospołu, obiecując kryminał, a realizując nie wiem co, ale nie obietnicę.
No, mogłabym tak dłużej, ale nie ma sensu. Jest to książka kiepska, przewidywalna i męcząco napisana. Nawet zagadki-tropy ukryte w architekturze miasta, tutaj nie wywołują ani jednej emocji. I te dialogi... Gdyby ktoś je rzeczywiście wypowiadał, to chyba byłyby to manekiny w witrynie sklepowej.
No cóż, nie polecam. Przeczytałam do końca, ale tylko dlatego, że jest to książeczka "dwugodzinka", a tyle czasu mogę kiepskiej powieści poświęcić. I ani minuty więcej.
czwartek, 16 maja 2013
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
O czym myślę, kiedy myślę o blogowaniu
Hej Dzieci!
Jakoś tutaj teraz nie bywam - zawaliłam się szczelnie obowiązkami. Nie znaczy to, że niczego nie czytam i nie oglądam, ale nie mam jakoś potrzeby pisania o tym. No bo np. o takim "Django" mogłabym napisać jedno zdanie - tym razem Tarantino przesadził i tak strasznie mnie znudził, że aż odebrał chęć wypowiedzi na swój temat. Zachwycił mnie Christoph Waltz i chyba tak samo Leonardo di Caprio, ich role rzeczywiście są perłami, ale nie obejrzałabym tego obrazu drugi raz nawet, gdyby mi płacili.
Albo np. "Poradnik pozytywnego myślenia" - rzeczywiście, genialna Jennifer Lawrence, nie chcę być zarozumiała czy coś, ale już przy "Igrzyskach śmierci", jedynym filmie z nią, który widziałam, wierzyłam mocno, że ta dziewczyna ma wielki talent. Film okazał się przyjemną rozrywką, ale jakoś nie umieram z zachwytu nad nim.
Jeżeli chodzi o książki to przede wszystkim wracam do Joanny Bator. Chcę na jej temat pisać pracę i cały czas, ciągle od nowa, łapię bakcyla, zachwycając się jej książkami tak, że aż nudzę otoczenie.
Z kolei Michel Houellebecq, którego uznawałam za swoje objawienie literackie, Mapą i terytorium szczerze mnie znudził. Wydaje mi się, że on cały czas pisze jedną i tę samą książkę.
Polecam bardzo, bardzo mocno rzecz Joanny Tokarskiej-Bakir Legendy o krwi. Antropologia przesądu. Wiem, że polecanie tej pozycji w takiej notce pasuje jak pies do jeża, ale ta rzecz zajmuje mnie najdłużej przez ostatnie miesiące. Jest to nie tylko arcyciekawa monografia na temat legend o krwi i chyba stosunków polsko-żydowskich ogólnie, ale też wzór - jak powinna wyglądać praca badawcza, jak powinna być napisana. Tam nawet przypisy są warte osobnych referatów. Dlatego jej czytanie mi tak mozolnie idzie - wymaga skupienia, przetrawienia, a czasami nawet wewnętrznego dialogu, pewnych przewartościowań.
Rzeszowianom polecam przyjrzeć się repertuarowi teatru Maska na miesiąc maj. Ja już zarezerwowałam bilety na Fedrę, marzę, żeby obejrzeć Turandot, ale niestety - akurat w piątek nie będę mogła. Ale kto da radę - polecam najmocniej, myślę, że to będzie coś bardzo, bardzo dobrego.
No, i żeby nie było za ciężko i nazbyt intelektualnie - polecam piosenki, których słucham wraz z nadejściem pięknej pogody i które do niej niesamowicie pasują.
Justin, och, Justin... Jesteś super!
Daft Punk lubię nie mniej, a jeszcze w duecie z Pharrelem - to się nie mogło nie udać!
Zauważyłam też coś ciekawego na blogach. Te zakątki w sieci, które kiedyś bardzo lubiłam, przestają powoli być odważnym, mądrym czy ironicznym komentarzem rzeczywistości, a stają się wykładnią światopoglądową - ja robię coś tak, ja myślę o czymś tak, moje zachowanie jest takie, mam do czegoś stosunek taki. Zamiast komentować rzeczywistość stają się manifestem poglądów. Kto co lubi, ale mnie to strasznie drażni. Czyżby wracały czasy pamiętniczków internetowych, budujących ego nastolatek? Każdy blog to swoista planeta "ja", ale fajnie, jeżeli ta planeta nie jest czarną dziurą pochłaniającą wszystko wokół.
Jakoś tutaj teraz nie bywam - zawaliłam się szczelnie obowiązkami. Nie znaczy to, że niczego nie czytam i nie oglądam, ale nie mam jakoś potrzeby pisania o tym. No bo np. o takim "Django" mogłabym napisać jedno zdanie - tym razem Tarantino przesadził i tak strasznie mnie znudził, że aż odebrał chęć wypowiedzi na swój temat. Zachwycił mnie Christoph Waltz i chyba tak samo Leonardo di Caprio, ich role rzeczywiście są perłami, ale nie obejrzałabym tego obrazu drugi raz nawet, gdyby mi płacili.
Albo np. "Poradnik pozytywnego myślenia" - rzeczywiście, genialna Jennifer Lawrence, nie chcę być zarozumiała czy coś, ale już przy "Igrzyskach śmierci", jedynym filmie z nią, który widziałam, wierzyłam mocno, że ta dziewczyna ma wielki talent. Film okazał się przyjemną rozrywką, ale jakoś nie umieram z zachwytu nad nim.
Jeżeli chodzi o książki to przede wszystkim wracam do Joanny Bator. Chcę na jej temat pisać pracę i cały czas, ciągle od nowa, łapię bakcyla, zachwycając się jej książkami tak, że aż nudzę otoczenie.
Z kolei Michel Houellebecq, którego uznawałam za swoje objawienie literackie, Mapą i terytorium szczerze mnie znudził. Wydaje mi się, że on cały czas pisze jedną i tę samą książkę.
Polecam bardzo, bardzo mocno rzecz Joanny Tokarskiej-Bakir Legendy o krwi. Antropologia przesądu. Wiem, że polecanie tej pozycji w takiej notce pasuje jak pies do jeża, ale ta rzecz zajmuje mnie najdłużej przez ostatnie miesiące. Jest to nie tylko arcyciekawa monografia na temat legend o krwi i chyba stosunków polsko-żydowskich ogólnie, ale też wzór - jak powinna wyglądać praca badawcza, jak powinna być napisana. Tam nawet przypisy są warte osobnych referatów. Dlatego jej czytanie mi tak mozolnie idzie - wymaga skupienia, przetrawienia, a czasami nawet wewnętrznego dialogu, pewnych przewartościowań.
Rzeszowianom polecam przyjrzeć się repertuarowi teatru Maska na miesiąc maj. Ja już zarezerwowałam bilety na Fedrę, marzę, żeby obejrzeć Turandot, ale niestety - akurat w piątek nie będę mogła. Ale kto da radę - polecam najmocniej, myślę, że to będzie coś bardzo, bardzo dobrego.
No, i żeby nie było za ciężko i nazbyt intelektualnie - polecam piosenki, których słucham wraz z nadejściem pięknej pogody i które do niej niesamowicie pasują.
Justin, och, Justin... Jesteś super!
Daft Punk lubię nie mniej, a jeszcze w duecie z Pharrelem - to się nie mogło nie udać!
Zauważyłam też coś ciekawego na blogach. Te zakątki w sieci, które kiedyś bardzo lubiłam, przestają powoli być odważnym, mądrym czy ironicznym komentarzem rzeczywistości, a stają się wykładnią światopoglądową - ja robię coś tak, ja myślę o czymś tak, moje zachowanie jest takie, mam do czegoś stosunek taki. Zamiast komentować rzeczywistość stają się manifestem poglądów. Kto co lubi, ale mnie to strasznie drażni. Czyżby wracały czasy pamiętniczków internetowych, budujących ego nastolatek? Każdy blog to swoista planeta "ja", ale fajnie, jeżeli ta planeta nie jest czarną dziurą pochłaniającą wszystko wokół.
niedziela, 24 marca 2013
Kobieta na skraju załamania nerwowego
Czasami jest tak, że coś nas fascynuje, sami nawet nie wiedząc dlaczego. Dokładnie tak mam z serialem Homeland, którego fabuła jest prosta jak budowa cepa: oto po ośmiu latach irackiej niewoli do kraju (oczywiście USA) wraca żołnierz. Agentka CIA, Carrie, jest wobec niego niezwykle nieufna, podejrzewając, że przeszedł na stronę wroga. Niby prosto, a naprawdę zupełnie inaczej. Przede wszystkim nie jest to serial, jak by można podejrzewać, sensacyjny, ale psychologiczny. Wszystko, co najważniejsze, rozgrywa się w głowach bohaterów - żołnierza Nicolasa, czy tropiącej go Carrie. Smaczku dodaje fakt, że Carrie cierpi na zaburzenia psychiczne i do pewnego momentu nie wiadomo, czy przypadkiem teorie spiskowe nie są wytworem jej wyobraźni. Jej relacja z Brody'm jest również przedziwna, nie do końca dla widzów zrozumiała, ale wiarygodna.
Akcja serialu, wbrew kolejnym pozorom, dzieje się niespiesznie, raz na kilka odcinków tylko serwując widzom pościgi czy strzelanki. Ale to moim zdaniem przemawia tylko na plus, jesteśmy w stanie naprawdę bardzo dokładnie poznać bohaterów, niektórych polubić, niektórych znielubić.
Kolejnym i największym w sumie plusem jest obsada - a zwłaszcza Claire Danes w roli Carrie.Jej postać jest naprawdę bardzo trudna, niejednoznaczna, ale aktorka radzi sobie świetnie - widz może nie zawsze ją rozumie, ale bardzo kibicuje i wierzy jej intuicji. Świetnie wypadają też inni aktorzy.
Ogólnie, z tej krótkiej notki wynika tylko tyle - jeżeli ktoś ma ochotę na tego typu rozrywkę, polecam, jest to może kotlet ogrzany, bo tematy szpiegowskie nie są niczym nowym, ale odgrzany na nowo, ze szczyptą, powiedzmy, egzotycznej przyprawy - wychodzi dziwnie, ale bardzo smacznie.
sobota, 9 marca 2013
Rozporkowo-gastryczne problemy Teodora Szackiego
O ile Ziarno prawdy było kryminałem po prostu świetnym, Uwikłanie pozostaje tylko lekko powyżej przeciętnej. Zagadka jest oczywiście skomplikowana i bardzo dokładnie przemyślana, koniec niespodziewany, tło - nieoczywiste (mówię wątkach psychologicznych, rewelacja), ale zdecydowanie nie ma tego czegoś, co ma druga chronologicznie książka z Teodorem Szackim. Przede wszystkim sam bohater, tak intrygujący, staje się momentami maksymalnie irytujący, bo jego rozważania w stylu - jestem człowiekiem przed czterdziestką i muszę wyciupciać młodą dupcię (sorry za słownictwo, ale jakoś tak mi się to kojarzy) są naprawdę kiepskie. Jakoś nie jest już (biorąc pod uwagę drugą część - jeszcze) tym intrygującym gościem, którego - co pisałam dwa dni temu - nie sposób nie lubić. Teodora Szackiego sposób nie lubić, zdecydowanie.
Po zakończeniu całości mam wrażenie, że Szacki cały czas (i znowu przepraszam co wrażliwszych) bekał (a to odbiło mu się żółcią, a to mało co nie wyrzygał się, a to właśnie się wyrzygał). Pani Szacki, Rapacholin pan weź, czy co?
No i ogólnie te rozważania o romansie... Niby ta dziewczyna mu się podoba, a jednak nie, niby chciałby, ale nie chce, niby ma wyrzuty sumienia, ale nie ma żadnych...
Znaczy proszę mnie źle nie zrozumieć - Uwikłanie to naprawdę sprawny kryminał i gdybym przeczytała je przed Ziarnem prawdy, to zapewne byłabym zachwycona, ale druga książka z serii naprawdę bardzo podwyższa poprzeczkę samemu autorowi, dlatego - czekam na więcej, bo Zygmunt Miłoszewski pisać i wymyślać niebanalne historie potrafi.
I jeszcze jedno - ciężko napisać czy opowiedzieć w jakikolwiek inny sposób (artykułem czy filmem) coś o mrocznych wątkach PRL, tak, żeby to się widzowi/czytelnikowi, że tak sprawę ujmę, nie odbiło żółcią. A jednak tutaj Miłoszewski takie wątki przemyca i nie dość, że robi to w sposób niby ograny, a jednak bardzo świeży i dosadny, to naprawdę otwiera oczy takim ignorantom jak ja, którzy już nie mogą słuchać o układzie, solidarności, Bolku, teczkach i te pe. Także naprawdę, polecam, jest sprawna rzecz, ale już nie 10/10 w kryminalnych notach, a 6.5/10. No, nawet 7.
Po zakończeniu całości mam wrażenie, że Szacki cały czas (i znowu przepraszam co wrażliwszych) bekał (a to odbiło mu się żółcią, a to mało co nie wyrzygał się, a to właśnie się wyrzygał). Pani Szacki, Rapacholin pan weź, czy co?
No i ogólnie te rozważania o romansie... Niby ta dziewczyna mu się podoba, a jednak nie, niby chciałby, ale nie chce, niby ma wyrzuty sumienia, ale nie ma żadnych...
Znaczy proszę mnie źle nie zrozumieć - Uwikłanie to naprawdę sprawny kryminał i gdybym przeczytała je przed Ziarnem prawdy, to zapewne byłabym zachwycona, ale druga książka z serii naprawdę bardzo podwyższa poprzeczkę samemu autorowi, dlatego - czekam na więcej, bo Zygmunt Miłoszewski pisać i wymyślać niebanalne historie potrafi.
I jeszcze jedno - ciężko napisać czy opowiedzieć w jakikolwiek inny sposób (artykułem czy filmem) coś o mrocznych wątkach PRL, tak, żeby to się widzowi/czytelnikowi, że tak sprawę ujmę, nie odbiło żółcią. A jednak tutaj Miłoszewski takie wątki przemyca i nie dość, że robi to w sposób niby ograny, a jednak bardzo świeży i dosadny, to naprawdę otwiera oczy takim ignorantom jak ja, którzy już nie mogą słuchać o układzie, solidarności, Bolku, teczkach i te pe. Także naprawdę, polecam, jest sprawna rzecz, ale już nie 10/10 w kryminalnych notach, a 6.5/10. No, nawet 7.
czwartek, 7 marca 2013
Idealny dzień na mroczną podróż do Sandomierza
Wiele rzeczy jest w tej książce świetnych. Mianowicie:
1. Bohater. Teodora Szackiego po prostu nie da się nie lubić. Jest przystojny, niesamowicie bystry, sprawia wrażenie chłodnego cynika, ale tak to po prostu wrażliwy gość. Świetnie się ubiera i ... jest znakomitym obserwatorem. Chyba pierwszy raz bohater literacki dał mi do myślenia - czy naprawdę mężczyźni tak analizują kobiety, każdą uważając za obiekt zainteresowania? Jest bardzo inteligentny, błyskotliwy - z jednej strony ideał, ale z drugiej - facet z krwi i kości, targany wątpliwościami, popełniający strasznie głupie błędy.
2. Zagadka. Wyjątkowo mroczna, nawiązująca do legendy o krwi, intryguje i przeraża. Jest poprowadzona po mistrzowsku. Z jednej strony - bardzo zagmatwana, zataczająca szeroki krąg poszukiwań, ale z ograniczoną liczbą podejrzanych. Oczywiście wszystko na końcu przewraca się do góry nogami, nic nie jest takie jak się wydaje i czytelnik jest zdumiony świetnym pomysłem autora. Tylko tyle i aż tyle.
3. Sandomierz. Widać, czuć, a nawet słychać z szelestu kartek (no dobra, przesadziłam:P ) , że autor jest szczerze zakochany w tym mieście i to zdecydowanie udziela się czytelnikowi. Sandomierz, w którym na szczęście miałam okazję kilka razy być, bo mogłam sobie jakoś przypomnieć niektóre miejsca, jest odmalowany przepięknie, ale bez dłużyzn i nudy. Można się w tym literackim mieście zakochać i chcieć tam być.
4. Atmosfera i koloryt lokalny. To, że akcja dzieje się w małym miasteczku, ma znamienne konsekwencje dla fabuły - wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą, ale atmosfera bywa klaustrofobiczna, działa moc plotki, przesądów i legend, dawne rany łatwo zdrapać. Autor nie pisze o prostych sprawach, ogólna konkluzja jest bardzo, bardzo smutna, przejmująca i dająca sporo do myślenia na temat stosunków polsko-żydowskich.
5. Autor. Gdzie jest linia pomiędzy narratorem a autorem - nie będę się tym zajmować, bo mam już dość na razie teoretycznoliterackich rozważań (tudzież bełkotu). W każdym razie autor potrafi napisać rasowy kryminał, z budowaniem świetnego napięcia, niesamowitej (dosłownie, pojawiają się wstawki mrożące krew w żyłach) atmosfery, ale ma też świetne poczucie humoru - najbardziej przypadły mi do gustu wstawki o imieniu Zygmunt - widział kto młodego człowieka o imieniu Zygmunt? Nie! Każdy myśli tylko o starych dziadkach. Musiał mieć autor problem w przedszkolu i szkole:) Podobał mi się też wstawka o płycie Nosowskiej, interpretującej teksty Osieckiej - zgadzam się z opinią. Takich wstawek jest oczywiście więcej.
Są w książce malutkie błędziki, czasami nie mogłam się połapać o kim mowa, albo brakowało mi komentarza do wydarzeń, ale ogólnie w kategorii kryminału zasługuje Ziarno prawdy na najwyższą liczbę punktów. Świetnie się czyta.
Ale mam też dygresję.
Przez większość czasu spędzonego nad lekturą miałam włączoną na play liście najnowszą płytę Nick'a Cave'a & The Bad Seeds Push the sky away i jest to najpiękniejsza płyta, jakiej ostatnio słuchałam i , przyznaję bez bicia, wyciska mi łzy. Rewelacja, a przy czytaniu tej książki - związek idealny, mroczny, smutny, nieco depresyjny.
piątek, 22 lutego 2013
Biegniemy do księgarni!
Ogłaszam wszem i wobec wszystkim książkoholikom, że w Weltbildzie jest wyprzedaż książek
MINUS 75 % !!!
I ja dzisiaj w zawrotnej kwocie około 17 zł kupiłam Miłosza A. Franaszka, o której przeczytaniu marzyłam od momentu jej wydania, czyli dawna. Biegniemy, bo promo trwa do niedzieli, a klienci wychodzą ze stosami książek, więc pewnie w ostatnim dniu zostanie tylko Kurs szydełkowania dla zaawansowanych:)
MINUS 75 % !!!
I ja dzisiaj w zawrotnej kwocie około 17 zł kupiłam Miłosza A. Franaszka, o której przeczytaniu marzyłam od momentu jej wydania, czyli dawna. Biegniemy, bo promo trwa do niedzieli, a klienci wychodzą ze stosami książek, więc pewnie w ostatnim dniu zostanie tylko Kurs szydełkowania dla zaawansowanych:)
wtorek, 12 lutego 2013
Chytruski zacierają ręce czyli łupy z wyprzedaży
Na wyprzedażach można szaleć nie tylko odzieżowo, ale także
książkowo. Obłowiłam się przez ostatnie miesiące bardzo, chociaż
większość z książek będzie musiała poczekać dopiero na wakacje, to, jak
wiadomo, lepiej mieć niż nie mieć, a najlepiej to mieć za niewielkie
pieniądze:)
Tak więc prezentację czas zacząć:
1. Piaskowa góra, Chmurdalia, Ciemno, prawie noc, Joanna Bator
Odkąd sięgnęłam po prozę Joanny Bator nie wyobrażam sobie bez niej mojej czytelniczej egzystencji. Uważam, że to najlepsza polska pisarka, która zostawia daleko w tyle konkurencję. Za każdym razem, gdy czytam te powieści, odkrywam coś nowego, wcześniej niezauważonego. Nie były w jakiś hitowych promocjach, kupiłam je, gdy w Matrasie była obniżka -25% na cały asortyment i to jedna z lepszych inwestycji, bo to takie powieści, do których chce się powracać, wciąż i na nowo.
Poniższe pozycje kupiłam w księgarniach Weltbild, w których mają teraz rewelacyjne promocje na książki i bibeloty. Polecam zajrzeć.
2. Trzy kobiety w dobie ciemności, Sylvie Courtine-Denamy
Opowieść o Hannie Arendt, Simone Weil i Edith Stein - ich losach od dzieciństwa, po tytułową dobę ciemności. Rzecz, którą czyta się wolno, ale do której chce się wracać. Świadectwo życia trzech wybitnych kobiet, wybitnych umysłów i osobowości. Cena: 20 zł.
3. Chłopiec z sąsiedztwa, Irene Sabatini
Powieść polecana przez blogerów, kupiona przeze mnie przez ciekawość. Cena: 20 zł.
4. Cyrk nocy, Erin Morgenstern
Jak wyżej. Cena: Około 20 zł, nie pamiętam już
5. Artur & George, Julian Barnes
To będzie moja pierwsza przygoda z prozą Barnes'a, jestem bardzo ciekawa. Cena: 7.90 zł
6. Cięcia, Dawid Kornaga
Kupiona wręcz prawie za darmo, zawsze z ciekawością podchodzę do młodej, polskiej prozy, ale częściej się wprowadza mnie w stan konsternacji, niż zachwytów, zobaczymy jak będzie tym razem. Cena: Jakieś grosze, dosłownie
7. Skandal? Sztuka! Ute Schueler, Rita E. Taeuber
Przepięknie wydany album za 10 zł. Grzech nie brać.
8. Cichociemni. Elita polskiej dywersji. Kacper Śledziński.
Kupił ją sobie mój Mąż, który bardzo lubi tego typu literaturę. Przepięknie wydana książka za 20 zł. Rewelacyjna propozycja na prezent.
9. Wielcy zdrajcy od Piastów po PRL. Sławomir Koper
Naprawdę świetna cena, książka obfituje w anegdoty i mnóstwo nieznanych faktów. Koper pisze bardzo ciekawie, miejscami nieco łopatologicznie, ale czyta się to jednym tchem. Cena: 20 zł
A w planach mam:
Andrzej Franaszek, Miłosz
Moja wymarzona książka, czekam na taniość.
Anna Bikont, Joanna Szczęsna, Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej.
Dla miłośnika poezji Wisławy Szymborskiej pozycja obowiązkowa.
Uwielbiam kupować książki, uwielbiam patrzeć na nie na regale, ale przede wszystkim i po prostu - uwielbiam je czytać. Słyszałam już nieraz, że książki świetnie służą jako mebel, bardzo ładnie wyglądają w salonie. Tak, na pewno. Dla mnie one są trochę czymś żywym, bardzo się do nich przywiązuję i nie lubię oddawać, jakaś koleżanka powiedziała mi kiedyś, że jeżeli mam dużo książek, to mogę je oddać do biblioteki. Od razu w myślach zagrzmiał bunt - co? moje książki? Na pewno nie!
Przy tych krótkich dywagacjach polecam notkę autorki miastaksiążek o własnej biblioteczce:
http://miastoksiazek.blox.pl/2013/02/Wlasna-biblioteka.html
Tak więc prezentację czas zacząć:
1. Piaskowa góra, Chmurdalia, Ciemno, prawie noc, Joanna Bator
Odkąd sięgnęłam po prozę Joanny Bator nie wyobrażam sobie bez niej mojej czytelniczej egzystencji. Uważam, że to najlepsza polska pisarka, która zostawia daleko w tyle konkurencję. Za każdym razem, gdy czytam te powieści, odkrywam coś nowego, wcześniej niezauważonego. Nie były w jakiś hitowych promocjach, kupiłam je, gdy w Matrasie była obniżka -25% na cały asortyment i to jedna z lepszych inwestycji, bo to takie powieści, do których chce się powracać, wciąż i na nowo.
Poniższe pozycje kupiłam w księgarniach Weltbild, w których mają teraz rewelacyjne promocje na książki i bibeloty. Polecam zajrzeć.
2. Trzy kobiety w dobie ciemności, Sylvie Courtine-Denamy
Opowieść o Hannie Arendt, Simone Weil i Edith Stein - ich losach od dzieciństwa, po tytułową dobę ciemności. Rzecz, którą czyta się wolno, ale do której chce się wracać. Świadectwo życia trzech wybitnych kobiet, wybitnych umysłów i osobowości. Cena: 20 zł.
3. Chłopiec z sąsiedztwa, Irene Sabatini
Powieść polecana przez blogerów, kupiona przeze mnie przez ciekawość. Cena: 20 zł.
4. Cyrk nocy, Erin Morgenstern
Jak wyżej. Cena: Około 20 zł, nie pamiętam już
5. Artur & George, Julian Barnes
To będzie moja pierwsza przygoda z prozą Barnes'a, jestem bardzo ciekawa. Cena: 7.90 zł
6. Cięcia, Dawid Kornaga
Kupiona wręcz prawie za darmo, zawsze z ciekawością podchodzę do młodej, polskiej prozy, ale częściej się wprowadza mnie w stan konsternacji, niż zachwytów, zobaczymy jak będzie tym razem. Cena: Jakieś grosze, dosłownie
7. Skandal? Sztuka! Ute Schueler, Rita E. Taeuber
Przepięknie wydany album za 10 zł. Grzech nie brać.
8. Cichociemni. Elita polskiej dywersji. Kacper Śledziński.
Kupił ją sobie mój Mąż, który bardzo lubi tego typu literaturę. Przepięknie wydana książka za 20 zł. Rewelacyjna propozycja na prezent.
9. Wielcy zdrajcy od Piastów po PRL. Sławomir Koper
Naprawdę świetna cena, książka obfituje w anegdoty i mnóstwo nieznanych faktów. Koper pisze bardzo ciekawie, miejscami nieco łopatologicznie, ale czyta się to jednym tchem. Cena: 20 zł
A w planach mam:
Andrzej Franaszek, Miłosz
Moja wymarzona książka, czekam na taniość.
Anna Bikont, Joanna Szczęsna, Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej.
Dla miłośnika poezji Wisławy Szymborskiej pozycja obowiązkowa.
Uwielbiam kupować książki, uwielbiam patrzeć na nie na regale, ale przede wszystkim i po prostu - uwielbiam je czytać. Słyszałam już nieraz, że książki świetnie służą jako mebel, bardzo ładnie wyglądają w salonie. Tak, na pewno. Dla mnie one są trochę czymś żywym, bardzo się do nich przywiązuję i nie lubię oddawać, jakaś koleżanka powiedziała mi kiedyś, że jeżeli mam dużo książek, to mogę je oddać do biblioteki. Od razu w myślach zagrzmiał bunt - co? moje książki? Na pewno nie!
Przy tych krótkich dywagacjach polecam notkę autorki miastaksiążek o własnej biblioteczce:
http://miastoksiazek.blox.pl/2013/02/Wlasna-biblioteka.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)